VNM- CTDN "Czuz Tu Daj Najs"

Zapiski podczas słuchania płyty...



Skity są słabe aktorsko. Nie dałem się nabrać na ziomka i na restaurację. Podkreślanie tego, że nie pije też takie neoficiarskie (jeśli jest takie słowo)

  • Tomek- Tomek z Tomkiem zawsze fajnie brzmią, choć temat wydaje się być już trochę przez V przeorany. 
  • Lub mnie, lub nie - infantylny, refren bez polotu, choć ładnie zaśpiewany
  • Fosa - VNM w końcówce an autotunie :), Kaja spoko zaśpiewała.
  • control freek - props od pierwszych nut. Spoko beat, który w dużej mierze robi robotę. Może dla tego, ze dość się z kawałkiem utożsamiam. No i refren z follow upem do Beyonce . Bang!! Motyw, że kawałek się kończy w trakcie też dodatkowo daje do myślenia.
  • Strach - Wturne, monotonne. Nic specjalnego. V nie śpiewaj!!, albo idź an te lekcje. Refren jest kaszaniasty. REM dwójka jakby, ale jedynka lepsza.
  • re-analiza - bla bla bla bla. boku amoku (?)
  • Katharsis - kawałek bez rymów, krótki ale treściwy
  • KIM- vito. Kawałem z fajnym beatem, ale źle wykorzystanym. W zwrotkach spoko, ale refren słaby - patrz Strach.
  • Wybór - gdyby nie ta gadka pomiędzy, to bym myślał, że to wciaż poprzedni kawałem. Po pierwsze śpiewanie jak wyżej ;). Numer jakoś źle zmiksowany ewidentnie. męczy. Skip
  • Było warto. - Nie, nie było :). Co to miało być. Nie da się odsłuchać :(
  • Ty- w końcu dobry numer, bo już bałem się że wszytko co dobre w tej płycie juz za mną. Wzruszające, ciekawe i mądre. Fajny bicik cloudowy.
  • Ona - typowy lovesong. (Powyl?). Ładny numer, bez pirdoletek. Parę ładnych, niebanalnych metafor.


VNM wymyślił koncept płyty i go konsekwentnie zrealizował. Opowiada o swojej przemianie. Jakoś wydaje się to mi jednak infantylne. Trochę mam to dawno za sobą, choć dzieli nas tylko 2 lata.

Najlepsze numery, to takie w których  V nie śpiewa refrenów, i takie w których beaty robią robotę.

VNM przez naprawdę dłuuuugi czas był moim ulubionym raperem. Do Halflajfa. Trailblejzer był spoko. CTDN była pierwszą płyta, której nie kupiłem w preorderze. No i jak dla mnie to nie jest jego najlepsza płyta. Jest kilka fajnych numerów, które wciąż pozawalają wierzyć, w to, że V może jeszcze zrobić rozpierdol. Wiec pozostaję czujny, ale nie tym razem. Jak bym kupił, to bym brał rękojmie. A tak, to po prostu nie kupię.

Komentarze